Osądzanie człowieka, a rozpoznawanie dobra i zła.
Osądzanie człowieka, a rozpoznawanie dobra i zła.Bywają rozumiane jako wezwanie do całkowitej powściągliwości w ocenianiu czegokolwiek. Jakby chrześcijanin miał nigdy nie mówić, że coś jest złe, nie nazywać grzechu grzechem i nie stawiać moralnych granic. W efekcie rodzi się napięcie: jak pogodzić miłosierdzie z uczciwością? Jak być miłosiernym i jednocześnie sprawiedliwym?
Problem polega na tym, że bardzo często mylimy osądzanie człowieka z rozpoznawaniem dobra i zła.
Jezus nie mówi: „przestańcie rozróżniać dobro od zła”. Gdyby tak było, całe Jego nauczanie straciłoby sens, bo Ewangelia nieustannie wzywa do nawrócenia, czyli do uznania, że pewne postawy prowadzą do życia, a inne do zniszczenia. Sam Jezus wielokrotnie nazywał obłudę obłudą, krzywdę krzywdą, a fałsz fałszem. Nie milczał wobec zła, ale nigdy nie odbierał człowiekowi godności. Tu właśnie leży klucz.
„Nie sądzić” nie oznacza rezygnacji z prawdy. Oznacza rezygnację z zajmowania miejsca Boga.
Człowiek może ocenić czyn, ale nie zna całego serca drugiego człowieka. Może powiedzieć: „to jest niesprawiedliwe”, ale nie ma prawa powiedzieć: „ty jesteś bezwartościowy”.
Często wybieramy jedną z dwóch skrajności. Jedni w imię prawdy zapominają o miłosierdziu - ich osąd staje się twardy, zimny i pozbawiony nadziei. Drudzy w imię miłosierdzia rezygnują z prawdy - przestają nazywać zło po imieniu, by nikogo nie urazić. Ewangelia nie idzie żadną z tych dróg. Łączy to, co człowiekowi wydaje się nie do pogodzenia: bezkompromisową prawdę i bezwarunkowe miłosierdzie.
„Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny” - to znaczy: patrzcie na człowieka tak, jak patrzy Bóg. A Bóg widzi zło jasno, ale nigdy nie przestaje szukać człowieka. Miłosierdzie nie jest pobłażliwością. Jest nadzieją, że człowiek może się zmienić.
Dlatego uczciwość chrześcijańska wymaga odwagi nazywania rzeczy po imieniu. Milczenie wobec zła nie jest miłosierdziem, bywa wygodą albo lękiem.
Jeśli lekarz nie nazwie choroby, nie uleczy pacjenta. Podobnie jest z życiem moralnym: prawda bywa bolesna, ale tylko ona otwiera drogę uzdrowienia.
Chrześcijańska sprawiedliwość nie polega więc na pobłażliwości ani na potępianiu. Polega na prawdzie wypowiedzianej z miłością. Na odwadze nazwania zła bez rezygnacji z nadziei dla człowieka. Na uczciwości, która nie poniża, lecz podnosi.
Bo ostatecznie Jezus nie wzywa do świata bez ocen, lecz do świata, w którym prawda nie niszczy człowieka, a miłosierdzie nie niszczy prawdy.
Dopiero tam, gdzie prawda i miłość spotykają się razem, rodzi się chrześcijaństwo.
Ks. Tomasz Białoń