Bos016

"Nowoczesna edukacja" w państwie zniszczonym przez cywilizację śmierci.

Dziś otrzymałem w liście od Fundacji Pro- Prawo do życia świadectwo polskiej uczennicy uczącej się w jednej ze szkół w Anglii:

„Chciałbym, żeby przeczytał Pan poniższe świadectwo. Napisała je Ania, młoda wolontariuszka naszej Fundacji, która uczyła się w szkole w Anglii. Co ważne - szkoła ta formalnie mieniła się mianem katolickiej.

Świadectwo Ani jest wstrząsającym ostrzeżeniem dla nas wszystkich. Ukazuje, jak wygląda "edukacja" w społeczeństwie, w którym przez dziesięciolecia intensywnie działano, aby chrześcijańskie fundamenty cywilizacyjne zostały zastąpione przez totalny relatywizm moralny, agresywne ideologie i kult śmierci.
Te same procesy obserwujemy obecnie w Polsce. Proszę przeczytać i włączyć się razem z nami w walkę o ocalenie naszej ojczyzny.

Wstrząsające świadectwo uczennicy [foto]

Ania poszła w Anglii do liceum, które na pierwszy rzut oka wydawało się dobrym i bezpiecznym miejscem – był dyrektor deklarujący się jako katolik, była szkolna kaplica, były Msze Święte i nabożeństwa. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Jak wspomina Ania:

"Mój pierwszy dzień w szkole był dla mnie wielkim szokiem. Wchodząc na godzinę wychowawczą zobaczyłam bardzo dużo muzułmańskich hijabów (chodziłam do szkoły dla dziewczyn).
Po poznaniu swoich rówieśniczek dowiedziałam się, że jestem jedyną katoliczką w grupie. Koło mnie usiadła dziewczyna, która deklarowała się jako wiedźma."

Okazało się, że w katolickiej szkole wiara już dawno stała się tematem tabu, a jedyną dopuszczalną „religią” stała się tolerancja dla wszelkiej maści dewiacji i obcych kultów.

Po poznaniu rówieśników Ania zaczęła poznawać swoich nauczycieli w nowej szkole:

"Moja wychowawczyni była trochę "nawiedzona" i promowała hinduistyczne praktyki. Mój nauczyciel hiszpańskiego był homoseksualistą. Nauczyciel matematyki był muzułmaninem i homoseksualistą. Szkolną katechetką, która miała nas uczyć religii katolickiej, była protestantka [!], która przy każdej możliwej okazji pluła na Kościół Katolicki."

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Ania wspomina co działo się, gdy zaczął się czerwiec. Dla katolików to miesiąc poświęcony Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. W "katolickiej" szkole nikt chyba jednak o czymś takim nie słyszał.
Zamiast tego rozpoczęły się obchody "miesiąca dumy gejowskiej". Szkoła została oblepiona tęczowymi flagami symbolizującymi aktywizm LGBT. Na godzinie wychowawczej zorganizowano uczniom propagandową prezentację o tym, że „każdy ma prawo do miłości”, czyli oddawania się aktom homoseksualnym. Jak mówi Ania:

"Podniosłam ten temat i powiedziałam, że jakim prawem my takie coś robimy skoro jesteśmy katolicką szkołą, to w odpowiedzi usłyszałam, że po pierwsze nie każdy musi być wierzący, a po drugie że każdy ma prawo do kochania
Jednocześnie, gdy w szkole powiewały tęczowe flagi, okazało się, że ja mam kłopoty przez to, że noszę Cudowny Medalik na szyi. Kazano mi go ściągnąć bo inaczej "będą konsekwencje"."

Ania chodziła do tej szkoły w 2022 roku, kiedy na całym świecie głośno było o wydarzeniach w USA, gdzie tamtejszy Sąd Najwyższy odwrócił wyrok Roe vs Wade i zezwolił tym samym, aby poszczególne stany mogły zakazywać aborcji.
W tym samym czasie Ania przygotowywała się do egzaminów. W części ustnej uczniowie mogli wybrać sobie dowolny temat do omówienia. Jak się okazało, rówieśniczki Ani zbiorowo wybrały sobie temat "prawa do aborcji":

"Wiele dziewczyn wybrało tematykę: czemu powinniśmy bronić prawa aborcyjnego. Na swoich prezentacjach powtarzały przy tym oklepane hasła aborcyjnej propagandy takie jak "moje ciało, mój wybór".

Nauczyciele to wszystko wspierali mówiąc nam na lekcjach, jakie to jest obrzydliwe że w USA odebrano kobietom "prawo wyboru". Cała klasa wrzeszczała, że to skandal i że kobiety powinny mieć prawo do aborcji."

Najbardziej wstrząsający moment nastąpił, gdy każdego ucznia zmuszono do publicznej deklaracji światopoglądowej na temat aborcji.

Jak wspomina Ania:

"Zaczęto podchodzić do uczniów indywidualnie i pytać się nas: czy jesteśmy "pro-life" czy pro-aborcyjni. Wszyscy przede mną powiedzieli, że są pro-aborcyjni. Kiedy przyszła moja kolej byłam przerażona i powiedziałam, że nie wiem. Wiedziałam, że jeśli przyznam się do swoich poglądów, to będę miała wielkie problemy.

Żałuję teraz, że się wtedy nie przyznałam, ale na tamten czas chciałam po prostu przetrwać. Byłam już jedynym katolikiem i jedyną osobą nie wspierającą aktywizmu homoseksualnego. Gdyby teraz wszyscy jeszcze się dowiedzieli, że nie wspieram aborcji, to chyba nie miałabym już życia. Był to dla mnie bardzo ciężki okres, ale jakoś to przetrwałam i nabrałam przez to doświadczenia, za które teraz bardzo dziękuję Panu Bogu."

Tak właśnie wygląda w praktyce "nowoczesna edukacja" w państwie zniszczonym przez cywilizację śmierci.

Świadectwo Ani pokazuje, że w kraju, w którym skutecznie przeprowadzono anty-moralną rewolucję, prawie nie ma już ucieczki przed deprawacją. "Bezpiecznymi przystaniami" nie są już nawet szkoły katolickie, gdyż indoktrynacja dokonała się również w duszach większości katolików.

Biorąc to za przestrogę musimy zmobilizować się do działania i wygrać bitwę o Polskę, zanim będzie za późno. Jak to zrobić? Kluczowe w tej bitwie są dwa obszary:

1) Walka o sumienia i świadomość Polaków, zwłaszcza rodziców.
2) Walka o odzyskanie podstawowych wolności w zakresie edukacji i wychowania własnych dzieci.

Jeśli chodzi o świadomość rodziców, to nasza Fundacja od 13 lat prowadzi w całej Polsce kampanię "Stop pedofilii", w ramach której ostrzegamy przed konsekwencjami tzw. "edukacji seksualnej" (w szkołach nazwanych "edukacją zdrowotną") oraz deprawacją i ideologizacją dzieci poprzez media. Nasze uliczne akcje informacyjne, kampanie billboardowe, akcje furgonetkowe oraz broszury dotarły już do milionów ludzi.

Jednocześnie głośno podnosimy, że nie wystarczy sprzeciwiać się kolejnym „reformom” w oświacie forsowanym przez Nowacką i Tuska. Doraźny opór wobec destrukcyjnych i ideologicznych działań MEN jest oczywiście rzeczą słuszną, ale to zdecydowanie za mało.
Nie uratujemy naszych dzieci poprzez „pudrowanie” obecnego systemu oświaty lub proponowanie kosmetycznych zmian w podstawach programowych i programach nauczania.


Konieczny jest całościowy program naprawczy polskiej edukacji, która nie uzdrowi się przez to, że po kolejnych wyborach w gmachu MEN zasiądzie kolejny „nasz”, konserwatywny, prawicowy minister. To niebezpieczne złudzenie. Nawet najlepszy minister nie naprawi systemu, który w samej swojej strukturze i założeniu jest wadliwy.

Fundamentalną, kluczową i najważniejszą sprawą jest wycofanie się państwa, rządu i ministrów (jakiejkolwiek opcji politycznej) z centralnej i odgórnej kontroli nad polską oświatą.
Państwo musi przestać być monopolistą w zarządzaniu umysłami uczniów i życiem ich rodzin. Centralne, odgórne sterowanie edukacją to prosta droga do ideologicznej tyranii.

Kompetencje w zakresie edukacji muszą wrócić tam, gdzie jest ich naturalne miejsce - w ręce rodziców. Naprawa polskiej szkoły nie nastąpi poprzez nową ustawę, nowego ministra czy nową podstawę programową, ale poprzez oddanie rodzicom wolności w zakładaniu szkół bez nadzoru ministerstw i kuratoriów oraz oddanie rodzicom swobody wyboru i tworzenia szkolnych programów i metod wychowawczych.

W tym wszystkim państwo powinno być jedynie pomocnikiem, a nie ideologicznym i biurokratycznym nadzorcą”


Sławomir Kostrzewa.
11,1 tys.
IS 2201

Są ludzie, którzy przedkładają mniej ważne rzeczy nad ważniejsze. Powinna się przyznać, że jest pro-life bez względu na wszystko.