Tu należy wspomnieć o heroicznej i niezwykle owocnej pracy Ks. Barona i Ks. Pietrasa, pani Moniki Ożóg i innych, którzy przełożyli na język polski niedostępne do niedawna dokumenty soborów Kościoła, synodów, Konstytucji Apostolskich, Listów Papieży, Ksiąg Pokutnych, innych dokumentów zawierających apostolskie prawa kościelne. Właśnie tak symultanicznie tłumaczonych, aby odcięci przez modernistów na i po soborze kapłani ale i świeccy mogli sięgać po naukę Kościoła a nie sfałszowane interpretacje pseudo - teologów w sutannach i bez. Może tłumaczeń tych ci kapłani i naukowcy dokonywali bez takiej intencji, jednakże uczynili pracę, która de facto posłużyła do orientacji w nauce Kościoła nie tylko znającym łacinę i grekę, i uczyniła możliwym obronę wiary. Przyczyniła się ta ich gigantyczna praca do obnażenia fałszerstw modernistów mimo, że być może nie po to była uczyniona. Zachowujemy więc ich we wdzięcznej i serdecznej pamięci za tę pracę. Panu Marcinowi Beściakowi przy tej okazji również składamy wielkie wyrazy uznania i wdzięcznosci.
W XX wieku do dzisiaj, przed i po soborze watykańskim II modernistyczny tłumacz – translator był synonimem oszusta i brakoroba. Święta Tradycja versus ocean przeciwności wprowadza na powrót w świat czytelnictwa w Polsce nie tylko zjawiskową wartość unikalnych dla języka polskiego dokumentów, ale również symultaniczne wydania, tzn dwujęzykowe – język oryginału i język przekładu. I z tego powodu płynie moja wdzięczność wobec tej rzetelnej posługi odżydawiania literatury polskiej. Dzięki symultanicznemu wydaniu łacińsko – polskiemu każdy może sprawdzić nie tylko poprawnośc tłumaczenia, ale również szczerość intencji tłumacza. Jest to jakby dopuszczenie światła słonecznego w celu zniszczenia i wypalenia mikrobów modernizmu. Bóg zapłać za tę niedocenianą posługę wobec katolickiej duszy polskiej.
Kiedy polskich modernistów przyciska się do muru to piszczą cienkim głosem, zwalając całą winę na tłumacza, który ponoć miał być pod wpływem nikotyny i hektolitrów Martini z lodem.
Dziękować Panu Bogu za Świętą Tradycję vs ocean przeciwności, która nie wrzeszczy o donację, ale zyskując ze swoich środków, nieustannie wydobywa ze skarbów Kościoła leki w postaci dokumentów Magisterium Kościoła, to jest: najczęściej nieobecne w języku polskim encykliki, ratujące w nas świętą wiarę. Jakże to wielka praca i posługa, którą trudno znaleźć w innych mediach. Życzę Wam łask Bożych a wasze finanse powierzam św. Józefowi.
Oj tam, oj tam, te 70 000 000 Harlequinów zapewne wystarczy na uwięzienie przez cały XXI wiek w oparach różowego absurdu wędrówki płynów ustrojowych dla wszystkich przyszłych pokoleń Polek. A właśnie że ja sobie kupię i już zamawiam, aby zastosować to jako leczenie moralnego kaca po rozdawaniu za darmo protestanckich wydawnictw. Katolickie wydawnictwa muszą kosztować.
No nie wiem, nie wiem, czy nabędę, jako była oazianka z romantyczno - dramatyczną przeszłością przy tych cenach paliwa może mi zabraknąć na najnowszego Harlequina.